Klub Lekarza przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi powstał w 2000 r. Mieści się w siedzibie OIL przy ul. Czerwonej 3, we wspaniałych wnętrzach odrestaurowanej pofabrykanckiej willi. Ideą jego funkcjonowania jest integracja środowiska lekarskiego nie tylko na gruncie zawodowym, ale i towarzyskim. Służy lekarzom jako miejsce zwykłych spotkań przy kawie czy organizacji prywatnych imprez rodzinnych (wesela, chrzciny, komunie, jubileusze, konsolacje). Przede wszystkim jednak pełni rolę ośrodka inicjatyw kulturalnych i społecznych.



Besiada Literacka UPPL, 4 marca 2011 r.





Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, tegoroczna XI Biesiada Literacka Unii Polskich Pisarzy Lekarzy odbyła się (jak zwykle w pierwszy piątek marca) i ponoć nawet była dość udana, choć w pewnej chwili wszystko zawisło na włosku i zdawało się, że trzeba będzie ją odwołać. Jednak po dziesięciu latach kontynuowania tej pięknej tradycji, można by było takie rozwiązanie uznać za prawdziwą klęskę, więc – jak to się mówi – stanęliśmy na głowie i tyle. Niestety, owo „stawanie na głowie” odbywało się, gdy już wszelkie terminy procedur organizatorsko-przygotowawczych zostały naprawdę mocno przekroczone, a to na skutek zaniechania działań przez osobę, która podjęła się dalszego prowadzenia UPPL-wskich spotkań biesiadnych. Sytuacja okazała się wręcz przymusowa: czas uciekał, zaległa robota aż kipiała, trudności narastały, czyli… cbdd. Jednak dzięki pomocy i dobrej woli innych, jakoś udało się owe trudności pokonać, a niżej podpisana to spotkanie 4 marca znów musiała poprowadzić, aczkolwiek już rok wcześniej serdecznie i zdecydowanie żegnała się z tą rolą. Ano, w życiu różnie bywa...

Tak się przy tym złożyło, że dwa tygodnie wcześniej też mieliśmy w łódzkim Klubie Lekarza mnóstwo pracy, ponieważ akurat 
kończyło się inne, również ogólnopolskie przedsięwzięcie literackie, tj. konkurs pt. „Jestem Stąd”, którego pokłosie „zawadziło” zresztą o XI Biesiadę. Otóż zdobywca pierwszej nagrody poetyckiej – Walter Pyka (godło „Agnieszka”) z Popielowa koło Opola, członek UPPL, który nie mógł przybyć do Łodzi 20 lutego, miał być nagradzany właśnie teraz, podczas tej „siostrzanej” imprezy. I tak też się stało, co zresztą dla wielu obecnych było szczególną niespodzianką. Laureat otrzymał dyplom, nagrodę książkową oraz upominek w postaci „ławeczki Tuwima” z elegancko grawerowaną plakietką, a jeszcze dodatkowo obrazek pędzla naszej unijnej koleżanki – Janiny Bergander z Krakowa. Następnie kolega Pyka z pewnym wzruszeniem odczytał nam swój nagrodzony wiersz zatytułowany „Medytacja nad zawartością śmietnika” (czytaj niżej). 


Drugą, także miłą niespodzianką Biesiady była prezentacja książki Zbigniewa Kostrzewy z Łowicza pt. „Leksykon wyrazów i zwrotów lekarskich”. Jest to publikacja, jakiej dotychczas jeszcze nie było, a warto też wiedzieć, że kibicowała jej większość członków UPPL (niektórzy nawet przyczynili się do wzbogacenia zbioru haseł). Chwała autorowi, że zechciał poświęcić tej pracy parę lat. Oficjalna promocja książki odbyła się trzy dni później w siedzibie Łódzkiego Towarzystwa Naukowego i dopiero tam rozgorzała prawdziwa, chwilami nawet dość frywolna dyskusja. Aż dziw, że w tym „z natury” poważnym, naukowym Towarzystwie znalazło się tyle osób, których wypowiedzi były wielce swobodne i tak humorystyczne, że sala rozbrzmiewała szczerym śmiechem. Nawet w gratulacyjnym liście Ojca Tymoteusza (biskupa Józefa Zawitkowskiego, poety i kompozytora) pobrzmiewały żartobliwe podteksty. Pozwoliłam sobie zatem i ja przytoczyć kilka limeryków pióra naszego znakomitego Kolegi, a tu cytuję dwa z nich:
Emeryt z emerytką na tapczanie
chcieli się zabawić w iglowanie,
– Załóż zęby, perukę, aparat słuchowy –
rzekł do swojej połowy,
– pampersa później, kochanie.

W brydża „z dziadkiem” grali, 
no i szlemika wylicytowali,
choć leżeli bez jednej w karo,
dziadek był dumny, że na starość
leżeć bez jednej, to się chwali.

Wracając jednak do samej XI Biesiady należy dodać, że wystąpienia autorskie odbywały się pod okiem krytyka – dr. Mariusza Gołąba, który nie szczędził szczerych uwag i komentarzy. Wśród prezentowanych utworów tylko dwa były prozatorskie, a czternastu autorów przedstawiło wiersze, liryki oraz fraszki. Na koniec prof. Zbigniew Domosławski z Jeleniej Góry w swym 
wystąpieniu przypomniał nam sylwetkę oraz dorobek zmarłego w 1988 r. prof. dr. med. Romualda Gutta w dziewięćdziesiątą rocznicę Jego urodzin. Profesor był wieloletnim członkiem UPPL, filozofem i jednym z pionierów ugruntowania pozycji literatury w lecznictwie.

Jak zwykle na zakończenie Biesiady odbył się też plebiscyt publiczności, w którym wyróżniono wiersze Joanny Czajkowskiej i prozę Marka Pawlikowskiego. Oboje spełnili kielichy ambrozji. 
A bezpośrednio po Biesiadzie wystawiliśmy drugi, nowy program naszego kabaretu OIL pt. „dcn.”. Przynajmniej mamy nadzieję na jakiś ciąg dalszy, choć łatwo nie jest – jednak o tym bardziej szczegółowo może już innym razem (obok zamieszczamy krótką recenzję z tego spektaklu pióra jednego z widzów – przyp. red.). Teraz wspomnę tylko, że po długich debatach nasz kabaret wreszcie przyjął krótką, łatwą do zapamiętania, aczkolwiek dość dyskusyjną nazwę „Bąk”, który ostatecznie okazał się sympatycznym trzmielem. Było mnóstwo uzasadnień oraz interpretacji tej wieloznacznej nazwy…i bardzo dobrze. Warto wiedzieć, że bąk (bączek) może też być kojarzony z małą wiosłową łodzią, dziecięcą zabawką, zresztą z czym kto zechce, byle życzliwie. To nasze umowne logo uśmiecha się do wszystkich, prosząc 
o wzajemny uśmiech.

Barbara Szefer-Marcinkowska


Walter Pyka
"Medytacja nad zawartością śmietnika"


Ta postrzępiona faktura 
jak kawałek czyjegoś życiorysu. 
Ten złamany długopis 
zatrzymujący w pół zdania esej o szczęściu. 
Ten pęknięty ze złości wazon 
na kwiaty, które zwiędły. 
Ten wyszczerbiony widelec, 
jakby przegrał walkę z nożem 
o kawałek przyszłości.
Jeszcze ten rozbity jak małżeństwo talerz, 
ta klamka do niczego, 
ta rozmazana w płaczu szminka 
i ten suchy, bezlistny patyk 
wbity w martwe ciało śmietnika, 
jak maszt bez żagli przed wyprawą do nikąd…
Jedynie to kółko z zepsutego wózka 
leżące na wierzchu 
gotowe jest w każdej chwili udowodnić, 
że życie i tak potoczy się dalej 
koleiną losu wyżłobioną przez śmieciarkę.




Zdjęcia: Sławomir Grzanek,
oprac. A. Sikora



















Ilość odsłon: 1011