Klub Lekarza przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi powstał w 2000 r. Mieści się w siedzibie OIL przy ul. Czerwonej 3, we wspaniałych wnętrzach odrestaurowanej pofabrykanckiej willi. Ideą jego funkcjonowania jest integracja środowiska lekarskiego nie tylko na gruncie zawodowym, ale i towarzyskim. Służy lekarzom jako miejsce zwykłych spotkań przy kawie czy organizacji prywatnych imprez rodzinnych (wesela, chrzciny, komunie, jubileusze, konsolacje). Przede wszystkim jednak pełni rolę ośrodka inicjatyw kulturalnych i społecznych.



Bal karnawałowy w Klubie Lekarza - 26 lutego 2011 r.





Niech żyje bal…

26 lutego, w przedostatnią niedzielę karnawału, odbył się w siedzibie OIL w Łodzi doroczny bal karnawałowy organizowany dla lekarzy i ich przyjaciół. Jak zwykle towarzyszyła mu elegancka oprawa: stylowe wnętrza Klubu Lekarza, stosowne do okoliczności dekoracje, wyszukane menu (choćby rolada z łososia zawijana w liście kapusty) oraz dobry zespół muzyczny.
To stworzyli organizatorzy (niski ukłon należy się za to koledze Andrzejowi Święsowi, szefowi Komisji Kultury ORL oraz Iwonie Szelewie z Biura OIL), reszta zależała już od samych uczestników zabawy – i kolejny raz… wspięli się oni na wyżyny dobrego humoru. Bal otworzył wspomniany już doktor Święs, a następnie prezes naszej ORL – Grzegorz Mazur wygłosił bardzo lekarskie exposé, w którym zaznaczył z powagą, że wierzy w to, iż kostium uczestnika balu odzwierciedla jego marzenia o tym, kim chciałby być w rzeczywistości. On osobiście wystąpił we wspaniałym kostiumie… Napoleona, a piszący te słowa założył strój brygadiera straży pożarnej (to ponoć w opinii kobiet zawód najbardziej sexy na świecie!).
Tegoroczny bal był wyjątkowy – także z tego względu, że zaszczycili nas swą obecnością, poza innymi znamienitymi gośćmi, również: prezes Naczelnej Izby Lekarskiej – Maciej Hamankiewicz oraz prezes Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach – Jacek Kozakiewicz z małżonką. Wszyscy (no prawie wszyscy) uczestnicy balu zabrali na ten wieczór do Klubu Lekarza nie tylko stosowne stroje, ale również wspaniałe… nastroje.
Dało się przy tym zauważyć, że im „bardziej urodzony” balowicz, tym ciekawszy strój i większa ochota do tańca i zabawy…
No, ale oprócz miodu, w każdej misce zawsze znajdzie się łyżka dziegciu. Mam tu na myśli Panią Wodzirej, prawdziwą primadonnę łódzkiej operetki, która wcielając się w tę rolę, mogłaby – odnoszę takie wrażenie – bardziej się postarać (tu kolejny ukłon, z myślą o przyszłych balach, w stronę ich organizatorów). A jeśli już o przyszłości mowa, to bardzo przypadł mi do gustu pomysł doktora Mazura, aby spróbować z góry zaplanować tematykę balu karnawałowego pod kątem obowiązujących strojów, np. niebo–piekło, dawne epoki itp.
Na koniec tej relacji, muszę jeszcze z kronikarskiego obowiązku poinformować o zwycięzcach konkursu publiczności na najbardziej interesujący strój, w którym wystąpił(a) uczestnik(czka) balu. Tytuł ten przypadł w udziale: wśród pań – pszczółce Mai, a wśród panów – mężczyźnie w ludowym stroju śląskim (ubrał go – jak przystało na szefa Śląskiej Izby – doktor Kozakiewicz).
Do zobaczenia za rok!

Tekst: Robert Filipczak (brygadier straży ogniowej)
fot. S. Grzanek
oprac. A. Sikora



















Ilość odsłon: 5084