Klub Lekarza przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi powstał w 2000 r. Mieści się w siedzibie OIL przy ul. Czerwonej 3, we wspaniałych wnętrzach odrestaurowanej pofabrykanckiej willi. Ideą jego funkcjonowania jest integracja środowiska lekarskiego nie tylko na gruncie zawodowym, ale i towarzyskim. Służy lekarzom jako miejsce zwykłych spotkań przy kawie czy organizacji prywatnych imprez rodzinnych (wesela, chrzciny, komunie, jubileusze, konsolacje). Przede wszystkim jednak pełni rolę ośrodka inicjatyw kulturalnych i społecznych.



Dzień Dziecka (Matki i Ojca) w Klubie Lekarza - 5 czerwca 2011 r.





Wszyscy ci, którzy w gronie najbliższych realizują swoje talenty i umiłowanie gry na instrumentach muzycznych (o czym będzie za chwilę), mogą mówić o radości rodzinnego muzykowania. Z pewną dozą premedytacji sparafrazowaliśmy to określenie w tytule relacji z przebiegu tegorocznego Dnia Dziecka (Matki i Ojca) w łódzkim Klubie Lekarza, który obchodziliśmy w niedzielę 5 czerwca. W naszej Izbie to święto, organizowane od ośmiu już lat, przybrało bowiem tradycyjnie formę pikniku rodzinnego.
Początki były trudne, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się stworzyć wyjątkową imprezę, która integruje całe środowisko. Nie ma bowiem nic bardziej beztroskiego i bezinteresownego niż uśmiech dziecka, a dla rodziców jest to rzecz najcenniejsza. To dla tego uśmiechu, dla radości i szczęścia naszych pociech, pracujemy i trudzimy się na co dzień. A przy wspólnej zabawie dzieci spotykają się całe ich rodziny – rodzice i dziadkowie, co daje szanse na wytworzenie więzi między nami – lekarzami, które w efekcie powodują, że skupiamy się wokół wspólnych dla środowiska lekarskiego problemów. I nagle okazuje się,
że dawne, ale stale aktualne hasła o potrzebie tworzenia zawodowej społeczności nabierają rzeczywistych kształtów.
Tegoroczny rodzinny Dzień Dziecka w łódzkiej OIL – jak chyba żadna inna izbowa impreza – ożywił nie tylko sale Klubu Lekarza, ale i okalający budynek ogród. Każdy zakątek naszego wspólnego „domu lekarskiego” wypełnił się dziecięcym beztroskim gwarem, śmiechem i zabawą, na co wpływ miała zapewne przepiękna, słoneczna pogoda, ale przede wszystkim obfitość przygotowanych atrakcji. „Dmuchańce ogrodowe” (zamek i basen z piłkami) przez cały czas oblegane były przez naszych milusińskich, chcących popisać się swoją sprawnością, a „na salonach” królował jak zwykle nasz iluzjonista Marek Corelli. To on, wraz ze swym
asystentem Michałem Wotusem, pełniąc rolę mistrzów ceremonii, prowadzili całą imprezę i bawili gości. Ich pokazy „czarnej magii” zdumiewały nie tylko dzieci, a konkursy z nagrodami dopingowały najmłodszych do podjęcia ostrej rywalizacji w… kręceniu hula-hop, czy ćwiczeniach na skakance.
Wyjątkowym w tym roku punktem programu był radosny występ muzykującej rodziny (o czym już było na początku) – zespołu „Eklezja” z Konstantynowa Łódzkiego. Grupą „dowodziła” grająca na skrzypcach mama – Renata Serwa, absolwentka Akademii Muzycznej w Łodzi, a w jej składzie prezentował się zarówno tata – Jan (gitara), z zawodu farmaceuta, jak i piątka spośród ich ośmiorga dzieci, grających na różnych instrumentach (skrzypce, gitara, trąbka, perkusja). Obawy, czy aby nie będzie to zbyt poważne przedsięwzięcie dla naszych milusińskich, okazały się całkowicie nieuzasadnione. Dzieci nie tylko z zainteresowaniem słuchały prezentowanych utworów, ale również – dzięki wyjątkowym zdolnościom pedagogicznym muzyków – ochoczo brały udział we wspólnym koncertowaniu, korzystając z wręczonych im bębenków, marakasów, kołatek, kastanietów i triangli.
Wielkie zainteresowanie naszych małych gości wzbudził też (podobnie jak w minionym roku) spektakl kukiełkowy przygotowany przez Małgorzatę Mielczarek z Teatru Lalek „Arlekin” w Łodzi. Radość sprawiło dzieciom zwłaszcza to, że same mogły ożywiać szmaciane lalki i kreować nową bajkową rzeczywistość. Emocji nie zabrakło w czasie tradycyjnego już pokazu zwierzaków, przygotowanego przez Grzegorza Przybylaka i Sławomira Pujana z łódzkiego sklepu ZOO-Natura. Pająk ptasznik, kameleon, delikatny wąż o skórze ubarwionej beżowo-koralowo, na koniec długoucha szynszyla – budziły zainteresowanie, zachwyt, ale również odrobinę… strachu. Po zakończeniu oficjalnej części prezentacji, już w kuluarach, jeszcze długo klatki ze zwierzakami oblegane były przez dzieci i ich rodziców, a właściciele sklepu zasypywani byli pytaniami o możliwość ich nabycia i tajniki hodowli.
Nowym elementem imprezy była mini-wystawa starych samochodów: wśród prezentowanych aut znalazł się Żuk strażacki, zaporożec oraz wspaniały, biały kabriolet – replika Mercedesa 540 k. Przy tym ostatnim nasz fotograf – Sławomir Grzanek chętnie robił pamiątkowe zdjęcia w boa, kapeluszu lub meloniku każdej damie (niezależnie od wieku), która tylko wyraziła na to ochotę. On też uwieczniał „na kliszy” wszystkie atrakcje tego wspaniałego dnia, które już wcześniej opisaliśmy, a także inne, że wspomnimy jeszcze o kąciku wizażystki Jolanty Kalinowskiej (przed fotografią należało wszak uzupełnić makijaż), czy stoisku firmy „Dermika”.
I tyle dla ducha i ciała, a dla zaspokojenia apetytów i pragnienia dzieci oraz ich opiekunów były kanapki, ciastka, soki i lody, a także potrawy z ogrodowego grilla (kiełbaski, szaszłyki i kaszanka) oraz przepyszna kawa, którą serwowano za przyczyną naszego sponsora – MultiBanku.
A cała ta impreza mogła się odbyć dzięki zapobiegliwości (nie tylko finansowej) dyrektor biura Izby – Halinki Kotus oraz przychylności jej prezesa – Grzegorza Mazura, który osobiście otworzył imprezę,
witając wszystkich gości – i tych małych, i tych dużych, składając im życzenia z okazji minionych Dnia Dziecka i Dnia Matki.
A na szczególne uznanie zasługują starania i upór Iwony Szelewy z biura OIL, która poświęciła wiele tygodni pracy oraz wykonała setki telefonów, aby tylko całe przedsięwzięcie otrzymało odpowiednią oprawę i zyskało niepowtarzalny klimat. Wielkie dzięki dla Pani Iwonki, a także dla Panów Jurka i Wojtka, którzy fizycznym wysiłkiem wspierali jej zmysł organizatorski. Na koniec wypada wszystkim przekazać słowa podziękowania – i tym, co imprezę przygotowali, i tym, co na nią tak licznie przybyli, bo bez nich cały ten trud nie miałby większego sensu. W tej sytuacji ze spokojem możemy powiedzieć: „Do zobaczenia za rok, na kolejnym czerwcowym pikniku”. Chociaż może nie trzeba będzie czekać aż tak długo, ponieważ – jak wieść gminna niesie – w planach jest zorganizowanie podobnego, rodzinnego spotkania izbowego jeszcze w roku bieżącym. O wszystkim można będzie dowiedzieć się z naszej strony internetowej oraz z łamów „Panaceum”.

Tekst: Paweł Czekalski (przy skromnym wsparciu Niny Smoleń)
Zdjęcia: Sławomir Grzanek
Oprac.: A.Sikora























Ilość odsłon: 4890